List otwarty redakcji w sprawie wygaszenia przemysłu sportów zimowych

 


Szanowni Państwo, 

W moim rodzinnym mieście 10 lat temu był przemysł turystyki zimowej- niewielki, ale działał. Był stok narciarski w zniszczonym przedwojennym parkuu miejskim (dziś jest to zwykły las), obok w sezonie czasem stał jakiś stragan z czymś co musieliśmy jeść z braku czegoś innego. Już to zniszczono.


Niepowodzenie w polskich Sudetach

Przemysł górski, turystyka górska- w ogóle się nie udała po polskiej stronie gór. Tutaj- nie widać snoborderów na ulicach, w knajpach. Proszę sobie stanąć w Peci pod Snieżką, po stronie czeskiej, i przez 10 minut obserwować przechodniów w centrum. Większość ma deski nart, snołbordy. Proszę zrobić to samo po polskiej stronie gór. Tutaj - po stronie polskiej- nie ma przechodniów z deskami czy nartami. 


Tutaj- w polskiej części gór- smog ze spalin nieporównanie większej liczby samochodów i starych pieców- generalnie w sezonie zimowym rozpuścił śnieg. Tak mi to wyjaśnił spotkany w Peci pod Śnieżką jakiś czeski profesor akademicki. Pytałem i pokazywałem mu z kolejki górskiej, gdzie go poznałem podróżującego w fotelu obok-  panoramę Sudetów jaką widać było na horyzoncie. 


Na tej panoramie gór jaką widzieliśmy na widnokręgu z wyciągu kolejki linowej, tylko czeska część gór miała pełną pokrywę śnieżną, polska część zaś była czarna, niezaśnieżona. Gdy byłem dzieckiem- w polskich i czeskich górach było podobnie jeśli chodzi o śnieg. Teraz, po dwudziestukilku latach jest skajnie inaczej. 


Co pamiętam z dzieciństwa

Jako starsze dziecko pamiętam że po polskiej stronie gór leżał śnieg, ale już wówczas tam nie jeżdziliśmy. Po polskiej stronie zbyt wielu rzeczy nie było wolno robić. Nam, starszym dzieciom nie było wolno iść się bawić do klubu muzycznego (zesztą nawet ich niemal nie było)...


Po stronie czeskiej to wszystko yło wolno- odkąd byłem nastolatkiem. Nikt się nie pytał czemu przejeżdżamy sami, bez rodziców. Ale wynajmujący bali się nas i raz chcieli nam wymówić wynajem całego domku gdy widzieli że wnosimy gramofony didżejskie. Sądzili że będzie bardzo głośno. Jako starsze dziecko próbowałem z kolegami i koleżankami nawet absynt. Kupowaliśmy wowczas farbki i pędzle by malować narkotyczne wizje jakie zapowiadano.


My, z pewnej specyficznej grupy odwiedzających góry na snołbord czy narty, ale z młodszego pokolenia, po prostu do kurortów po polskiej stronie granicy- od dekad nie jeździmy na dłuższe wczasy. (..)

Do Polski w Sudety na wakacje nie przyjeżdżają już turyści z Holandii, choć już przed wojną kursował ekspress z Karpacza aż do Amsterdamu. Nadal jest ich zatrzęsienie po stronie czeskiej, w czasie holenderskich ferii po stronie czeskich na stokach dominuje język niderlandzki.


Stan bezpieczeństwa

Po polskiej stronie jest bradzo niebezpiecznie iśc pieszo czy nawet jechać na ulicach. W Polsce panuje odmienne prawo o ruchu drogowym, i nawet na chodnikach jeżdżą tutaj samochody. W Polsce można na chodnikach parkować, w Jańskich Łaźniach tego nie wolno, przed wjazdem do miasta wisi zakaz parkowana gdzie popadnie. Gdy nie ma miejsc do parkowania, miasto jest zamknięte dla samochodów, po prostu. 


W Poslce jest to nie do pomyślenia aby zamknąć barierą z policjantami wjazd do miasta, i wpuszczać tylko tyle samochodów ile jest miejsc do zaparkowania, odsyłając precz całą resztę aut - zamiast dopuszczać do bezcelowego rozjeżdżania ulic miasta. W Jańskich Łaźniach jest także kino cyfrowe choć mieszka tam chyba ze 300 mieszkańćów, po polskiej stronie tego typu atrakcji nie ma nawet w znacznych kurortach.


Bezpieczeństwo stoków


Snołborder nie będzie przekonywał operatora wyciągu że brak miejsca do zapięcia snołbordu po wyskoczeniu z kolei linowej krzesełkowej- grozi kalectwem. Jeśli ktoś nie umie prowadzić kurortów narciarskich, nie powinien tego robić- mnie naraził operator tamtego wyciągu na kalectwo, wiele czasu leczyłem kontuzje zdobyte pod koniec sezonu, kiedy szlaki zjazdowe nie powinny w ogóle być już czynne. 


Na polską stronę strach jechać- czekają tam dziwne przepisy, brak jedzenia (jesteśmy często, coraz częściej weganami, jemy tylko kuchnię wegańską, a nie - wegetariańską czy jarską). Po czeskiej stronie idzie przeżyć, po polskiej stronie jest to walka o przeżycie, bo jeśli nawet takie produkty są, to w szczycie sezonu znikają najprędzej. 


Po polskiej stronie gór jest w dodaku wyraźnie drożej. Nie można zakupić specyficznego wyczynowego sprzętu narciarskiego snołbordowego - tego z wyższej półki- w opcji "heavy duty", "pro" etc. Ktoś kto dużo jeżdzi, potrzebuje na przykład zbrojone paski do zapięcia snołbordu i to określonej marki w określonym rodzaju systemu. Po polskiej stronie gór nie ma nawet sklepów sportowych. Ten brak świetnie dowodzi upadku całego przemysłu sportowego w polskich górach. 


Snołborder czy narciarz potrzebuje sieć serwisów mogących naprawić - dajmy na to- rozwarstwienie się laminatu w snołbordzie- choćby tylko tymczasowo. Serwisy muszą być w stanie obrobić snołborderom/ narciarzom sprzęt oddany wieczorem- tak aby był gotowy na poranną jazdę. To wszystko działa i jest możliwe po stronie czeskiej, tak to po prostu funkcjonuje w wioskach mającch po 300 mieszkańców. Nikt nie czeka całego dnia na zwrot sprzętu. 


Komentarze

Książnica Karkonoska